Big Red Adventure,The

Dynabyte/ Core Design `94

gatunek: komedia

W scenariusz dowcipnie wpleciono w realia postkomunistycznej Rosji. Dane nam będzie zwiedzić Moskwę a w niej takie atrakcje jak siedzibę KGB TV, Plac Czerwony, Park Gorky`ego czy fast-food McRomanova, gdzie podaje się Vodkacolę wraz z hamburgerami Great Bear. Autorzy umiejętnie mieszają oryginalne nazwy ze sprytnie poprzekręcanymi imionami i nazwami własnymi, nadto koloryzują rzeczywistość, papier toaletowy jest tu tak samo ceniony jak puszka kawioru. Używają też stylizowanych na rosyjską cyrylice liter. Dzięki tym zabiegom stworzyli oryginalny klimat byłego ZSRR. Na początku poznajemy historie trzech całkowicie różnych postaci. Każda z nich ma inne problemy i aspiracje. I tak, turysta Doug Nuts, sprytny złodziejaszek, zamierza skraść koronę cara z muzeum. Dino, wielki jak dąb marynarz o umyśle dziecka, omyłkowo zostaje zostawiony na brzegu w porcie, musi więc odnaleźć swój statek. Ostatnia, Donna Fatale, aktorka i śpiewaczka, marzy o wielkiej karierze. Losy tych trzech bohaterów w pewnym momencie splatają się i będziemy mogli jednocześnie nimi wszystkimi sterować by końcu pokrzyżować plany doktorowi Virago. Ów szalony profesor ma niecne plany przywrócenia dawnego porządku i wskrzeszenia samego Lenina! Scenariusz jest zabawny, przeplatany częstymi zwrotami akcji. Niektóre czynności, poszukiwanie miasteczka Zerograd można wykonać na dwa sposoby. Zawarto też kilka rozmyślnych utrudnień jak choćby zbędne przedmioty, szukanie dróg wśród stepów albo w lesie. Niestetym, prócz tamtych, występują także i sztuczne przeszkody: nielogiczne akcje (sznurek + fiolka czy lampa + butelka). Dużą niedogodnością jest także dawanie przedmiotów. Czasem musimy po prostu dać daną rzecz a nieraz pomówić z osobą i nakierować rozmowę tak by wręczyć jej przedmiot. Tym razem Core Design nie brało udziału w produkcji a zleciło ją włoskiej firmie Dynabyte. W stosunku do poprzednich gier ta jest najbardziej rozbudowana i przemyślana. Wreszcie zrezygnowano z topornego sterownika na rzecz... trochę mniej skomplikowanego. W każdym razie jest on lepszy, mamy tylko cztery ikony funkcyjne zamiast osiemnastu jak w Curse of Enchantia. Nie można nie zwrócić uwagi na grafikę. Bardzo ładna w 320x200 w 256 kolorach przypomina inne gry Core Design. Jest jakby "ziarnista", malowana mokrą akwarelą. Ma to swój urok tym bardziej, że same plansze są świetnie zaprojektowane w stylu lekkiej krzywizny tak jak miało miejsce w Day of the Tentacle. Niestety, nie dotyczy to postaci. Te mają mało klatek animacji i są tragicznie skalowane, posiadają właściwość zacinania się i stania uparcie w miejscu nie reagując na ruchy myszki.

solucja  (22,6 MB) ilość dyskietek w oryginale 12