Curse of Monkey Island, The

LucasArts `97

gatunek: komedia

Wreszcie! Po tylu zapowiedziach, The Curse of Monkey Island trafia w nasze spragnione przygody ręce. Od dawna wiadomo było, że w najnowszym dziecku LucasArts niestety nie maczał paluszków pomysłodawca serii Ron Gilbert. Zaraz się okaże, czy jego koledzy stanęli bez niego na wysokości zadania. Jako że gra powstała w 1997 roku, na pierwszy plan wysuwa się piękna, 16 bitowa grafika w dodatku ultrapłynnie animowana. Jakaż szkoda, że to ostania część w 2D... Następna rzecz budząca zachwyt to cudowna ścieżka dźwiękowa oraz świetnie dobrane i nagrane głosy wszystkich postaci. Naprawdę, dubbing jest porażający, na szczególne pochwały zasłużyła cała ekipa lektorów, ale to co wyczynia Dominic Armato w roli Guybrusha i Earl Boen jako LeChuck zasługuje na Oscara! Nowe motywy muzyczne szybko wpadają w ucho, kreują atmosferę, wystarczy wsłuchać się podczas pobytu na Blood Island. Prócz nowych ścieżek, usłyszymy także te kultowe, starsze, ale w nowych aranżacjach. Są jeszcze animowane filmiki, prawdziwy majstersztyk, przypominające raczej kreskówki a nie gry. Zrezygnowano z tradycyjnego sterownika SCUMM na rzecz uproszczonego systemu, bardzo podobnego do tego ze Star Trek: 25th Anniversary. Dzięki temu, rozgrywka toczy się na całej szerokości monitora, inwentory zaś pojawia się na osobnym ekranie, przywoływanym po najechaniu kursorem do góry. Można się do tego szybko przyzwyczaić, zwłaszcza przy takiej oprawie. Ciekawy scenariusz prowadzi nas do finału, w którym wiele się wyjaśni i nastąpi ostateczna konfrontacja z demonicznym piratem LeChuckiem (czyżby?). Oczywiście, LeChuck chce pojąć za żonę Elaine i panować na morzach tworząc swoją armię piratów zombie w bardzo niekonwencjonalny sposób. Jaki? Przekonacie się sami na Monkey Island! Jak za starych dobrych czasów, Guybrush przypomni sobie sztukę fechtunku na słowa, ponadto pozna arkana gry na bandżo, wypróbuje swych sił w strzelaniu z armaty, a nawet stoczy pojedynek ze Szkotem, Hagginsem, oczywiście po szkocku- na najdalszy rzut pniem drzewa. Słowem, znów zostaniemy przeniesieni do czasów, kiedy na morzach grasowali piraci a karaibskie zatoczki wielu dzikich wysp były dla nich najlepszym schronieniem. Portowe spelunki, gdzie grog lał się litrami, także nie świeciły pustkami... Guybrush, po wyrwaniu się z czarów LeChucka (patrz Monkey Island 2: LeChuck`s Revenge), bezbronny trafia na swej "łódeczce" w sam środek bitwy morskiej między Elaine a... LeChuckiem! Nieprzytomny, zostaje przez niego schwytany i wtrącony do ładowni statku zombie. Potem jest jeszcze gorzej. Szybko da o znać o sobie pech Threepwooda, który oświadczając się Elaine, wręcza jej przeklęty pierścień VoodDoo. Elaine szybko zamienia się złoty posąg, który na domiar złego Guybrush zgubi! Tak zaczynają się zwariowane przygody naszego bohatera, a gra dopiero się rozkręca i pędzi tak aż do końca. Mimo braku Gilberta, gra praktycznie nic nie straciła ze swego tajemnego uroku, co bardzo świadzy bardzo dobrze o twórcach i jest dla nich wielką pochwałą!

solucja  Gra ukazała się jedynie w wersji na CD 2

wstecz strona główna