Universe

East Point Soft./ Core Desing `94

gatunek: science-fiction

Core Design po debiucie Curse of Enchantia, wydała drugą swą grę przygodową. Jakże różni się ona od swej poprzedniczki. Program jest dłuższa, bardziej skomplikowana (można zginąć!), temat to też inna bajka. Tym razem za sprawą sztampowej historii, czyli wątku podróży w przestrzeni, przenosimy się do apokaliptycznego, świata sf rodem z powieści Stanisława Lema. Wcielamy się w postać Borisa Verne (przypadek?;). Ten nastolatek, wyniku nieszczęśliwego wypadku (i swej niepohamowanej ciekawości) w pracowni wujka, ląduje w innej galaktyce, w jakimś nieznanym świecie. Świata wyniszczonego, zaśmieconego, gdzie technika odgrywa dominującą rolę (patrz Beneath a Steel Sky). Na szczęście później jest znacznie ciekawej. Galaktyka w której pojawia się Boris, rządzona jest żelazną ręką przez złego imperatora Neiamisesa i jego poplecznika barona Kaleeva. Boris akurat trafiana moment ogólnego przesilenia. Imperator planuje dalszy podbój kosmosu, rebelianci chcą wreszcie obalić tyrana. Chcąc nie chcąc, że by powrócić do swego świata, będziemy musieli wejść mu w paradę i zwiąrzemy się z buntownikami. Jest też legenda o przybyszu, który zachwieje porządkiem tego świata. Od razu po rozpoczęciu gry rzuca się w oczy ciekawa grafika utrzymana 256 kolorach. W swoim stylu, czyli w rozmytych, pastelowych (tym razem brudnych) barwach Core Design tworzy klimatyczną oprawę. Piękne są monumentalne tła jak choćby przy ogromnym pojeździe wojskowym na jednej z planet. Robi też wrażenie wykonanie sekwencji pościgu Borisa za bandytami, kiedy to mkniemy w dużą szybkością tunelem ulicy w tle przed sobą mając ogromną metropolię. Płynna jest animacja. Bardzo podoba mi się sekwencja otwierająca, gdy bohater pojawia się w przestrzeni kosmicznej i spada na planetoidę. Wszystko to wygląda naturalnie i jest bardzo ładnie animowane. W ogóle plansze są aż upstrzone przykuwającym wzrok elementami: gdzieś po niebie sunie statek, migają uliczne światełka i neony itd. Będąc przy temacie, gra naszpikowana jest różnorakimi przedmiotami - bublami, zagracającymi jedynie kieszeń bohatera. Wspominałem na początku, że gra jest bardziej zaawansowana od poprzedniczki. Teraz bohater nie zrobi czegoś na oczach strażnika, i poczeka aż ten odejdzie. Autorzy umieścili kilka wstawek zręcznościowych, prócz pościgu, o którym wspominałem wyżej, możemy zagrać też w wyjątkową wersję Space Invaders! Mamy wreszcie do wyboru pole dialogowe i pełnokrwiste rozmowy. Ale to nie wszystko. Uległa zmianie i rozwinął się sposób narracji. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bohater zostaje zaskoczony przez droidy w domu swej rozmówczyni. Ta każe mu uciekać. Boris rozbija zamek przy jedynym możliwym wyjściu i ucieka. Podczas gdy daje nura do wyjścia, kobieta stojąca przy wywarzanych drzwiach wejściowych krzyczy że jest za późno i zostaje odrzucona siłą eksplozji od forsowanego wejścia. Boris zasuwając za sobą drzwi przejścia, widzi ogłuszoną kobietę leżącą na ziemi. Nasz bohater znika ale ekran się nie zmienia. Widzimy jak roboty laserem rozcinają drzwi i wkraczają do mieszkania. Gdy napastnik zbliża się do ofiary, pojawia się plansza z Borisem, wchodzącym po schodach na górę. Gra jest też niejako autotematyczna. Boris często opisując swe poczynania, stwierdza, że widział to już na jakichś filmach czy nawet grach przygodowych (np. zakładając nowy kostium opisuje jego walory, występujące też innych grach tego gatunku :), na pustynnej planecie Jor-Slev 4 natkniesz się na starą kreaturę, żywo przypominającą Yodę. W rozmowie z nią jest nawet pytanie, czy nie występował on w Star Wars. Sterownik wprowadzony przez Core zmienił się znacznie, zmniejszono ilość poleceń a co ważniejsze podpisano je. Teraz wiemy jaką komendę wybieramy. Brakuje mi tylko podpisów obiektów na ekranie i bardzo szkoda, że autorzy nie pokusili się o to. Jest jeszcze druga mała przeszkadzajka związana i interfejsem. Otóż bohater czasem musi wykonać określoną czynność przyporządkowaną do konkretnej ikonki, choć mogłaby ja zastąpić prosta "użyj". Jeżeli mamy być drobiazgowi, nie udało się twórcom uniknąć wpadki z (jak w większości zresztą gier) wpadki z czasem w grze. Otóż chodzi o upływający czas, podczas gdy bohater coś robi, na przykład jest ściagany. Wszystko jest dobrze, póki ucieka z domu. Gdy już zdoła zbiec, wsiada szybko do stojącego nie opodal domu rozjazdu i próbuje go uruchomić. Póki jest w pojeździe, może go uruchamiać ze trzy godziny a pościg go nie dopadnie. Dopiero podczas startu, w tle widać czekające roboty, że niby to bohaterowi udał się czmychnąć w ostatniej chwili :), na szczęście taki błąd występuje tylko raz. Potem w podobnych sytuacjach jest ok. Nowością jest tryb biegu sprytnie pomyślany by graczowi nie dłużyła się droga z jednego końca planszy na drugi, przyda się również gdy będziemy zmuszeni do ucieczki. Jest jednak jeden błąd straszliwie obrzydzający grę. Bohater potrafi ugrzęznąć na ekranie i podskakiwać w kółko. Czasami wydaje się, ze pomoże tylko odczytanie stanu gry, ale Boris po wielu próbach wychodzi.

  (5 565KB)

wstecz strona główna